Czy rozmowa z innym przedsiębiorcą może być więcej warta niż kolejne szkolenie, książka czy konferencja? Myślę, że tak. Szczególnie jeśli ten ktoś ma zupełnie inne doświadczenia i patrzy na świat inaczej niż Ty.
Właśnie z takim nastawieniem wybrałem się na trzydniowy zjazd społeczności Siły Specjalne w Biznesie (SSWB) w Karkonoszach.
Przeszliśmy 45 kilometrów, spaliśmy w schroniskach, a na koniec wdrapaliśmy się na Śnieżkę, żeby zobaczyć wschód słońca. Ten akurat schował się za chmurami, za to zimno było takie, że długo go nie zapomnę.
Ale nie o górach chciałem pisać.
Własne doświadczenie potrafi być pułapką
Prowadząc biznes czy inwestując od wielu lat, nabieramy doświadczenia, które pozwala nam szybciej podejmować decyzje. Z czasem zaczynamy rozpoznawać pewne schematy, wiemy, co działa, a czego lepiej unikać.
To ogromna zaleta. Ale jest też druga strona medalu.
Im więcej mamy doświadczenia, tym łatwiej uwierzyć, że nasz sposób działania jest tym właściwym.
A przecież ktoś inny może rozwiązywać podobne problemy zupełnie inaczej. I osiągać równie dobre, a czasem nawet lepsze rezultaty.
Podczas tego wyjazdu miałem okazję rozmawiać z przedsiębiorcami z różnych branż, którzy nie z jednego pieca chleb jedli.
Rozmawialiśmy o inwestycjach, prowadzeniu firm, podejmowaniu ryzyka, ale też o sprawach zupełnie prywatnych.
I po raz kolejny przekonałem się, jak wiele można wynieść z takich rozmów.
Nie szukaj ludzi, którzy będą Ci przytakiwać
Jedną z ciekawszych obserwacji było to, jak bardzo różnimy się w podejściu do tych samych problemów.
Ktoś opowiada o swojej sytuacji, przedstawia sposób działania, a Ty myślisz sobie: „Kurczę, ja zrobiłbym to zupełnie inaczej”.
I właśnie wtedy zaczyna się najciekawsza część rozmowy.
Bo zamiast od razu przekonywać drugą osobę do swoich racji, warto spróbować zrozumieć, dlaczego myśli inaczej.
Może dostrzega ryzyko, którego Ty nie widzisz? Może ma doświadczenie, którego Tobie brakuje? A może po prostu funkcjonuje w innych warunkach?
Dla inwestora umiejętność spojrzenia na własne decyzje z innej perspektywy jest szczególnie cenna.
Przecież każda inwestycja opiera się na pewnych założeniach. Problem w tym, że czasami tak bardzo wierzymy w ich słuszność, że przestajemy je kwestionować.
A ktoś z zewnątrz potrafi jednym pytaniem zwrócić uwagę na coś, czego sami nie dostrzegaliśmy.
Nie oznacza to oczywiście, że należy słuchać wszystkich rad. Wręcz przeciwnie. Trzeba umieć je filtrować.
Ale warto wystawiać własne przekonania na próbę.
Najlepsze rozmowy nie zawsze dotyczą biznesu
Zaskakujące jest też to, jak wielu ludzi prowadzących pozornie zupełnie inne życie mierzy się z bardzo podobnymi problemami.
I niekoniecznie chodzi o pieniądze czy inwestycje.
Często rozmawialiśmy o rodzinie, relacjach, czasie dla siebie i próbach pogodzenia życia prywatnego z prowadzeniem firmy.
Bo niezależnie od tego, jak dobrze idzie nam w biznesie, wszyscy mamy jakieś problemy.
Czasami dobrze usłyszeć, że ktoś inny mierzy się z podobnymi wyzwaniami. A jeszcze lepiej dowiedzieć się, jak sobie z nimi radzi.
Podczas wielogodzinnego marszu takie rozmowy pojawiają się naturalnie. Nie ma pośpiechu, telefonów ani kolejnego spotkania za piętnaście minut.
Jest za to kilkanaście kilometrów szlaku przed Tobą i mnóstwo czasu na rozmowę.
Warto czasami wyjść ze swojej bańki
Nie wróciłem z Karkonoszy z żadnym genialnym pomysłem na nową inwestycję. Nie podpisałem kontraktu życia ani nie odkryłem sekretu sukcesu.
Za to wróciłem z kilkoma nowymi znajomościami i przemyśleniami.
I chyba właśnie tego oczekuję od takich spotkań.
Nie chodzi o to, żeby poznać kogoś, kto powie Ci, co masz robić. Chodzi o to, żeby poznać ludzi, dzięki którym zaczniesz zadawać sobie lepsze pytania.
Dlatego jeśli inwestujesz albo prowadzisz własny biznes, warto od czasu do czasu spotkać się z ludźmi spoza swojego najbliższego otoczenia. Najlepiej takimi, którzy mają inne doświadczenia, działają w innych branżach i nie zawsze zgadzają się z Twoimi poglądami.
Nie musi to być konferencja, szkolenie ani nawet zorganizowane spotkanie biznesowe.
Czasami wystarczy wspólna kawa. A czasami 45 kilometrów po górach.
Chociaż patrząc na stan moich stóp po powrocie, następnym razem chyba zacznę od tej kawy. 😉





Komentarze
Skomentuj jako pierwszy